Rok 2000

13 maja, Golub Dobrzyń – Targi Ekologiczne „Drwęca 2000″

Krucza inicjacja. Przyjechaliśmy do miasta z zamkiem na górze na walkę srogą a krwawą z miejscowym rycerstwem. Ci jednakowoż, gdy ujrzeli nas w berserkerskim szale ustąpili nam pola i na ucztę zaprosili. Prosię było smaczne, a piwa było dużo.


Powrót do góry

21 maja, Jaszczółtowo – Piknik Rycerski

Pojechaliśmy prezentować swój kunszt do stadniny koni w Jaszczółtowie, gdzie licznie zebrana gawiedź oddawała się plebejskim uciechom. Przed samym pokazem, podczas treningu, Bjorn został ciężko raniony i musiał się udać do grodowego cyrulika, a my musieliśmy dawać radę bez niego. I daliśmy!


Powrót do góry

26 maja, Inowrocław – Otwarcie Hali Widowiskowo-Sportowej

Po raz pierwszy zaprezentowaliśmy się w naszym mieście. Pokaz był zaiste dynamiczny, czego przejawem było złamanie półtoraka. Widownia jęknęła. My też.

P.S.
Przed naszym pokazem stepowały zwei junge deutsche Mädchen.


Powrót do góry

3 czerwca, Jaksice – Festyn

Ugrost popłynął. Mianowicie posłał Ragnarowi odwieczny symbol przyjaźni. Był to topór rzucony w plecy. Tylko dzięki zwierzęco wyostrzonemu instynktowi oraz w porę wykrzyczanemu braterskiemu ostrzeżeniu – „ZDRADA!” – trafił on w tarczę. Gawiedź była zachwycona. My również.


Powrót do góry

11 czerwca, Złotniki Kujawskie – Festyn

Jest 45 stopni w słońcu, a my w stalowych swetrach, blaszanych czapkach i futrach. Bardzo elokwentny pan oznajmia spoconej gawiedzi, że zaraz wystąpią „ludzie, którzy kiedyś bili się toporem”. No więc dajemy radę, a pot zalewa oczy. Po drugiej stronie placu mamy konkurencję w postaci konkursu w ważeniu cielaka, ale że robimy mnóstwo hałasu i szczęku bronią, to mamy jeszcze publikę. Łamie się półtorak. Gawiedź się cieszy. Do rozwalenia muru tarcz wychodzi BARDZO obszerny pan. Waży chyba tyle, co dwóch z nas w kolczugach. Czterech z nas staje w murze, a Sygurd podpiera z tyłu dwóch środkowych. ON nadciąga. Moment zderzenia i … nie dał rady. Żyjemy. Po pokazie piwko, które dostaliśmy przed nim, nie nadaje się już do picia – jest gorące jak świeżo zaparzona herbata. Pozostaje tylko woda mineralna, ale odbijemy sobie wieczorem.


Powrót do góry

23-24 czerwca, Cedynia – coroczna inscenizacja bitwy z 972 roku

Pierwsza bitwa Kruków. Pojechaliśmy sprawdzić, jak wypadamy w bezpośredniej konfrontacji z bardziej doświadczonymi drużynami. Zdaniem wielu – nie tylko z nas – debiut był udany. Pustoszyliśmy z dużym zaangażowaniem, ba, udało nam się nawet gwałcić, co widać na rycinie powyżej (oczywiście, przedstawiona jest faza niemalże platoniczna). W inscenizacji bitwy wykazaliśmy się dużą ofiarnością, szczególnie Marcus, który mimo, iż został pozbawiony miecza, okazał się poważnym zagrożeniem dla prawego skrzydła Słowian, doprowadzając własne kończyny i tarczę do intymnych zbliżeń z drobnymi ciałami zgromadzonych tam wojowników. Kłąb wirujących postaci był doskonale widoczny nawet ze wzgórza Czcibora. Potem połowa z nas dawała radę w Kręgu Walki, a podczas oblężenia grodu stosunek zabitych wrogów do naszych poległych także wypadł na naszą korzyść, czego konsekwencją są zaproszenia na kolejne imprezy.

P.S.
Na wojnę udaliśmy się busem z DPS w Tarnówku, który to skrót został przez nas rozszyfrowany bądź jako: Drużyna Party & Sex, bądź Drużyna Pogrom i Spustoszenie.


Powrót do góry

7-9 lipca, Wolin – VI Festiwal Wikiński Wolin-Jomsborg

W rozszerzonym składzie, ze znajomym nam już panem Rysiem z DPS w Tarnówku, udaliśmy się na wyspę Wolin, gdzie onegdaj znajdował się potężny i dumny gród Jomsborg. Miejsce to jest obecnie niemym świadkiem zjazdu barbarzyńców z całej Europy. W tym roku udało nam się rozmawiać (i pić) z Duńczykami, Szwedami, Niemcami, Rosjanami, Białorusinami, Ukraińcami i, oczywiście, rodakami, których przybyło łącznie około 350, od siwobrodych starców po kilkuletnie dzieci. Licznie zebrana gawiedź obserwowała wyścigi drakkarów, wiele konkursów, takich jak np. łuczniczy, czy we wspinaniu się w kolczudze na gładki słup, lecz przede wszystkim bitwy, które w tym roku były na tyle dynamiczne, że całkiem sporo uczestników wyjmowało z siebie hemoglobinę.

Dochodziło do pewnych rozwarstwień kulturowych, np. krąg wschodni (od Bugu dalej) nie rozumiał naszej dezaprobaty dla trafiania ludzi dwuręcznymi toporami w plecy, sam natomiast wyrażał pewne rozgoryczenie z powodu naszej lubości dla dźwięku GLĄ!, który wydaje hełm przeciwnika celnie uderzony mieczem. Na szczęście wieczorami wszelkie wątpliwości znikały „jak sen jaki złoty”.

P.S.
Drugiej nocy Wojciech mianował się Ambasadorem i założył odszczepieńczą frakcję Kumaków Ogrodowych, lecz gdy doszedł do siebie następnego dnia koło południa nie za bardzo pamiętał, o co mu chodziło.


Powrót do góry

29-30 lipca, Poznań – I Festiwal Kultury Wczesnego Średniowiecza

Udaliśmy się tam kultywować znakomicie rozwijające się znajomości oraz, jak zwykle, na wojnę. W sobotę obie te rzeczy skutecznie utrudniał nam deszcz. Rzadkie momenty, podczas których nie padało spędzaliśmy zastanawiając się, czy za chwilę będzie padało jeszcze mocniej. O dziwo, za każdym razem wygrywała sekcja pesymistów. Dwie potyczki, które miały miejsce pierwszego dnia były dla nas pewnym novum. Empirycznie stwierdziliśmy bowiem, jak szybko żelazo rdzewieje w rzęsistym deszczu, oraz jaki dźwięk jest generowany, gdy umierający wojownik wali się plecami w błoto. Są to rzeczy, których nie da się wymazać z pamięci…

Drugi dzień zaczął się nostalgicznie – długo obserwowaliśmy, jak nasze przemoczone buty parują na słońcu. Potem ciepło dodało wszystkim animuszu i skłoniło nawet poznaniaków, by opuścili swe domostwa i obserwowali, jak kilkadziesiąt osób obtłukuje się żelastwem. Wielu z nich rozpełzło się jak robactwo, oblegając historyczne kramy, których posiadacze byli tym faktem zachwyceni.

P.S.
W ciągu tych dwóch dni biliśmy się jako Czesi, Sasi i Wikingowie. Koncepcja przedstawienia śmiertelnych zmagań Pigmejów z Maorysami upadła.


Powrót do góry

Październik, Inowrocław – Finał Biegu Piastów

Gdyby nie to, że było paskudnie zimno, możnaby tylko powiedzieć, że bardzo padało. Nasze zmagania obserwowało apatycznie niezbyt wielu ludzi, nawet wliczając w to tych desperatów, którzy przy takiej pogodzie właśnie przybiegli z Kruszwicy. W pewnym momencie aplauz nasilił się do niewyobrażalnego stopnia. Nie chodziło, jak się okazało, o nasze osiągnięcia – na stadion wbiegał właśnie najstarszy uczestnik biegu.

P.S.
Pojawiło się, jak zwykle, nieco krwi, aczkolwiek nieszczególnie dużo. Używając medycznej terminologii można powiedzieć: hemoglobina w normie.

Powrót do góry

11 listopada, Poznań – Święto Ulicy Św. Marcina

Nieliczni, lecz pełni determinacji udaliśmy się do Pyrlandii na zaproszenie Watahy. Żeby nieco powalczyć trzeba było najpierw długo wędrować z futurystycznymi konstrukcjami, mającymi (w zamyśle twórców) symbolizować wzlatujące orły. Kiedy nieśliśmy ciężkie, żelazne drągi bardzo żałowaliśmy, że nie wzleciały. Podczas potyczek znaczne spustoszenie czynił Gunnar, na którego wyrazistej twarzy długo odmalowywało się krańcowe zezwierzęcenie. Potem powiedział: „Nie mogłem popłynąć na maksa, bo nie miałem rękawic”. Kilka osób musi być z tego powodu bardzo szczęśliwych.

P.S.
Powszechny podziw wśród zgromadzonych wzbudzał Wojciech, występując w połowie zimnego listopada w tunice przed kolana. Zeznał potem, że przez dwa kolejne dni sikał co pół godziny.Cóż – chcesz być piękny, musisz cierpieć.


Powrót do góry

Galeria Wojowników

Ulfar Orpik Olaf thorn Egil Eldar Ragnar Miłosz Herger Grimar